17.04.2026

Jak Ukraina radzi sobie, gdy cała uwaga skierowana jest na Iran? Daniel Szeligowski

Gdy świat polityki i mediów koncentruje się dziś na Iranie i Bliskim Wschodzie, wojna w Ukrainie nie znika. Ona nadal trwa — i nadal wymaga pieniędzy, uzbrojenia, technologii oraz politycznego wsparcia. Pytanie brzmi jednak: jak Ukraina radzi sobie w momencie, gdy globalna uwaga przesuwa się gdzie indziej?
W rozmowie z Danielem Szeligowskim z PISM przyglądamy się temu, jak wygląda dziś ukraińska strategia szukania wsparcia, w jakiej kondycji jest przemysł obronny Ukrainy i czy Kijów ma dziś przestrzeń, by złapać oddech.

Główny problem Ukrainy: nie brak pomysłów, lecz brak pieniędzy

Zdaniem Daniela Szeligowskiego podstawowym ograniczeniem Ukrainy nie jest dziś brak kompetencji czy technologii, ale niedostateczne finansowanie.

– Główną bolączką Ukrainy jest to, że przemysł obronny pracuje na około pięćdziesiąt procent swoich możliwości. To, czego przede wszystkim potrzeba, to dopływ pieniędzy. Państwa Zatoki Perskiej, śpiące na ropie, mają ich pod dostatkiem. Czy to się prezydentowi Zełenskiemu uda — nie wiem, bo moim zdaniem na początku przelicytował — mówi Daniel Szeligowski, PISM.

To bardzo ważna diagnoza. Ukraina ma dziś zdolności, know-how i doświadczenie wojenne, których szuka wiele państw. Problem polega na tym, że bez odpowiedniego finansowania nawet najbardziej innowacyjny przemysł obronny nie będzie w stanie wykorzystać pełni swojego potencjału.

Zełenski na Bliskim Wschodzie: ambitnie, ale zbyt politycznie?

Początkowo mogło się wydawać, że Ukraina ma bardzo mocną kartę przetargową. Jej doświadczenia z wojny, rozwój technologii dronowych i praktyczne know-how przyciągały uwagę państw, które chciały wzmacniać własne zdolności obronne.

– Gdy wszyscy zaczęli ustawiać się — przynajmniej tak to wyglądało — w kolejce po ukraińskie drony i know-how, okazało się, że sytuacja jest trudniejsza, niż mogło się wydawać na pierwszy rzut oka. Prezydent Zełenski poszedł wtedy za bardzo w stronę grand politics. Ze strony Ukrainy zaczęły padać różne warunki wobec państw Zatoki Perskiej — aby naciskały na Rosję w sprawie zawieszenia broni, aby odpowiednio głosowały w Zgromadzeniu Ogólnym ONZ i tak dalej. To był dla tych państw jeden krok za daleko — podkreśla.

W tym ujęciu Ukraina próbowała nie tylko sprzedawać kompetencje i rozwiązania, ale także politycznie ustawiać relacje z krajami Zatoki Perskiej. To jednak okazało się zbyt daleko idące. Państwa regionu, zainteresowane współpracą gospodarczą i technologiczną, niekoniecznie chciały przyjmować ukraińskie warunki polityczne.

Mniej wielkiej polityki, więcej twardego biznesu

Zdaniem rozmówcy Kijów zaczął już korygować swój kurs.

– Myślę, że teraz prezydent Zełenski z tego się wycofał i mowa jest już bardziej o kontraktach komercyjnych. To jest to, czego państwa Zatoki Perskiej oczekują. Duże, wieloletnie umowy ramowe między Ukrainą a państwami regionu to krok w dobrym kierunku — uważa Szeligowski.

Dołącz do grona Patronów Układu otwartego w serwisie Patronite.pl.